Bo zimy nie ma, to niech chociaż kolorowo będzie
jako tako
jak to śmiesznie wychodzi, że będąc coraz starszym coraz bardziej chcę wrócić do tych tamtych lat. i wiem, że kiedyś będę chciał wrócić do czasu, który właśnie przemija. trzeba więc jak najlepiej spędzić ten czas żeby nie żałować, że przeminął :)
Jest czas by mieć
jest czas by tracić
jest czas by szukać
jest czas zobaczyć
Mieć w górze niebo
w sobie spokój
pod sobą krzesło
a świat gdzieś z boku
Jest czas na słowa
jest czas milczenia
jest czas być w słońcu
jest czas być w cieniu
Mieć ręce pod głową
zmrużone oczy
patrzeć jak życie
się toczy
Jest czas by pytać
jest czas by wiedzieć
jest czas by śnić
jest czas dla Ciebie
Jest czas by wiedzieć
między chwilami
to czego nie ma
a jest ...
achhhhhh...Waglewski zwyciężył wszystko tym utworem. ostatnio mój bardzo bliski przyjaciel zmienił uczelnię, zmienił miasto, pracuje w wymarzonej branży...po drugim roku studiów bierze dziekankę i jedzie na rok w świat, na wymianę. przynajmniej taki jest plan. chce poszerzać swoje zainteresowania, swoje hobby, swoje marzenia, swoje doświadczenia, znajomości, wspomnienia, radości...strasznie mu tego zazdroszczę. nagle powiedział 'ej stary, chodź jedziemy na sylwestra do Paryża. a tak w ogóle to przeprowadź się do mnie, do Krakowa. wiesz jakie jaja będą jak będziemy mieszkać razem?'. oczywiście znalazło się kilka powodów przez które nie mogę tego spełnić. a on spytał tylko o jedną rzecz, która zmieniła mój pogląd na to wszystko: 'dlaczego nie? :)'
i to zapoczątkowało lawinę. po raz pierwszy od bardzo dawna poczułem, że mogę być tak prawdziwie szczęśliwy :) i poszedłem tą drogą. zmiany w pracy, zmiany na uczelni, zmiany w sprawach rodzinnych i finansowych. wszystko na plus, prawie :) zacząłem działać zamiast mówić o działaniu. i niech tak zostanie
Kolejne spotkanie nie ostatnie i nie pierwsze
O rzeczach dla mnie ważnych
łatwiej mówić wiersze
Jak dwóch podróżnych z pociągów różnych
na jednej stacji tylko jeden raz
Tak my przez jedną chwilę
chwytamy wspólnie czas
Krąży tu coś radość zachwytów złość
i nie ważne co i nie ważne kto
Krąży tu coś radość zachwytów złość
i nie ważne co warto poczuć to
pamiętam jak kręciliśmy teledysk do tego. dumnie to brzmi, ale właściwie mało co robiłem ;) co jednak w głowie to moje. tym bardziej jeśli dało mi to trochę doświadczenia, nowinek, radości i czegoś nowego w życiu.
spełnij swoje marzenia. bo dlaczego nie?
gazilla 2009-11-07 23:34:56
skomentuj (0)
przejażdżka życia
Ooh kiss me
Lick your cigarette then kiss me
Kiss me where your eye won’t meet me
Meet me where your mind won’t kiss me
Lick your eyes and mine and then hit me
Hit me with your eyes so sweetly
Oh you know, you know, you know that yes I love
I mean I’d love to get to know you
Do you never wonder? No
No no no you girls never know
Oh no you girls’ll never know
No you girls never know
How you make a boy feel
You girls never know
Oh no, you girls’ll never know
No you girls never know
How you make a boy feel
How you make a boy
i jak tu się ogarnąć? sam nie wiesz czego chcesz. sam nie wiesz na co czekasz. sam nie wiesz jaki jest twój cel. więc jak tu brnąć dalej, skoro nie wiesz gdzie zmierzasz? hah! zatrzymaj się i zadumaj. nie ma innej opcji. a jeśli już coś wykobinujesz to postaraj się w tym trwać. bo inaczej znowu staniesz w punkcie, z którego wyszedłeś. i wszystko zacznie się od nowa. cały zły humor wróci i spierdoli co ma zespuć. a tego nie chcemy. więc jaki plan masz na przyszłość? no more ciepłe kluchy! hah!
They said it changes when the sun goes down
Over the river going out of town
What a scummy man
Just give him half a chance
I bet he'll rob you if he can
Can see it in his eyes that he's got a nasty plan
I hope you're not involved at all
bądź tu mądry i pisz wiersze. studia stoją pod znakiem zapytania, znajomi czekają na rekację czasowypełniawczą, mama oczekuje pomocy, (były) szef cierpliwości a tu wrzesień z każdą chwilą bliżej. i co masz począć? hah! przecież to bzdrura. każdy od ciebie czegoś chce. tylko sam jakoś nie widzisz dla sibie pomocy. całą pomoc pokładałeś w dwóch osobach, które zawiodły.
serce pęka. ale rollercoaster jedzie do przodu. ihaaa!
gazilla 2009-08-21 01:24:30
skomentuj (0)
piekło czeka!
Wada wzroku na poziomie 0
kitesurfing
tatuaże tu i tam
gromadka potomków
oldsmobil
prawo jazdy kat. A i jakiś radosny piździk
muzyka zawsze i wszędzie
pomóc dzieciom
brak uszczerbków w motoryce moich kończyn
przyjemnie rozbudowane ciało
w miarę zdrowy tryb życia
odwiedzić wszystkich starych znajomych
zorganizować wielkie show
przejechać się Lamborghini Murcielago
mieć milion gigabajtów
być kimś niezapomnianym przez setki lat
wiecznie uszczęśliwiać moich przyjaciół i rodzinę
założyć fundację charytatywną
mieć swój idealny dom
być mężem najcudowniejszej kobiety na świecie
wstawać do pracy z uśmiechem
być szanowanym
odwiedzić Los Angeles, Nowy York, Hawaje
kochać się z kobietą o perfekcyjnym ciele
spędzić ogrom czasu frirajdując na desce
nigdy więcej nie rozstawać się ze znajomymi
wychować niesamowite, szczęśliwe latorośle
choć raz na żywo posłuchać p. Bartoszewskiego i uścisnąć jego rękę
nauczyć się tańczyć
pokazać przyjaciołom miejsce, które zapamiętają do końca życia
zrobić kurs masażysty
być w czymś najlepszym
zrobić backflipa na snowboardzie
...
milion różnych marzeń do spełnienia. milion chęci, milion możliwości. tylko jedno życie.
Raz biznesmen szef siedmiu spółek, sześciu banków
Pięciu hoteli i czterech luksusowych kółek
Miał znajomych w AWS, mój Boże
Jednym słowem wiodło mu się nienajgorzej
Idylla - mogło by się wydawać
Z tym, że podupadł na zdrowiu
Mo a w sumie to miał zawał
Wyszedł z tego, co miał nie wyjść, a jak?
Wziął go lekarz i powiedział tak:
"Panie, co tak spieszno panu z tą ciasną trumną?
Masz pan żonę, masz pan dzieci, weź pan urlop
Rzuć pan wszystko, serce może walnąć w każdej chwili
I spierdalaj na wakacje, nie wiem, do Brazylii!?"
Ziomek się przestraszył, w końcu zawał to nie katar
Wsiadł w samolot i na drugi koniec świata
A tam: spacer, relaks, joga, chuje muje
Mówił "Tak, teraz odpoczynku potrzebuję"
Tu się rzecz komplikuje, bo po dwóch dniach lenistwa
Cała nadzieja na powrót do zdrowia prysła
Otóż była tam przystań, w tej mieścinie rzadkiej,
Na którą nasz bohater trafił przypadkiem
pomyślał: "O, tu ludzie pracy są też"
I podszedł do rybaka który chlał wino, zresztą piąte
Popatrzył i żeby zacząć gadkę chyba, powiedział:
-No co tam słychać panie rybak?
A rybak na to:
-A dobrze, dzisiaj rano wstałem
Odbiłem łódkę, trochę popływałem, kurwa
Przez godzinę wyłowiłem ryb z piętnaście
I odpoczywam sobie od południa tutaj właśnie
-Od dwunastej? - krzyknął biznesmen - Od dwunastej już masz wolne?
-A co? Siądę tu gdzieś i wino pierdolnę
Biznesmen chociaż na wczasach poczuł się w żywiole:
-Pozwolisz, że dam ci radę...
-A co? Pozwolę!
-Jak to kurwa? O dwunastej dzień pracy skończony?
Przecież mógłbyś zarobić więcej, tylko pomyśl!
Połowiłbyś od rana, aż do chwili kiedy słońce znika
I po tygodniu miałbyś pana pomocnika
Po miesiącu kupiłbyś drugą łódkę, a potem trzecią
Po roku śmigałbyś pięknym miejskim kutrem
Później drugim, siódmym i tak dalej...
Stary, wielka firma - czy to nie brzmi wspaniale?
Tu rybak przerwał:
-Panie, muszę powiedzieć, że pomysł niezły
Ale ze mną co bedzie?
-Jak to co? Będziesz odpoczywał sobie!
-Tak? No a co ja teraz robię?
perfetto :)
dzisiaj śmigałem na windsurfingu :) to trudniejsze niż myślałem. szczególnie utrzymanie żagla nad wodą. później byliśmy na desce. zrobiłem popa :) ale ollie nad kłodą wciąż nieopanowane. w McDonaldzie zakochaliśmy się z Hobbitem w kasjerce. śmiejemy się, że pójdziemy do piekła. i zrobimy tam imprezę. a Lucyfer będzie nam gofry robił. kiedy któryś z nas czegoś nie chce zrobić to drugi mówi 'piekło czeka!' i po ptokach. motywacja nie do zdarcia :)
nigdy nie marzyłem nawet o takich wakacjach ^^
gazilla 2009-07-21 23:06:04
skomentuj (0)
Sit back, put your feet up and relax
Kawa z mlekiem, gra nauczycielki gry na skrzypcach w pokoju obok, odrobina zmęczenia i ciepłe kolory helendoronowskiego biura. tak oto dwudziestolatek spędza piątkowe popołudnie i wieczór. zamiast bawić się z przyjaciółmi siedzi w pracy, do której z resztą jutro też przyjdzie. delektuje się dźwiękiem skrzypiec, za którymi kiedyś nie przepadał. popija ciepłą, słodką z umiarem kawę. i wiecie co? pasuje mu to.
oatatnio nienajlepiej sypiam. a właściwie nie sypiam w ogóle. w planach na dzisiejszy wieczór mam notatki z rosyjskiego z lewej strony moich bioder, miskę winogrona i ciastek z lewej strony, między nimi laptopa grzejącego mnie przez kołdrę. a na parapecie różowy Carlo Rossi z odrobiną wody. przytłumione firanką światło lampki nocnej, może nawet mój siwiejący pies mnie odwiedzi, zwijając się w nogach i chrapiąc niegłośno. nie mam zamiaru siedzieć przez całą noc, bo przecież jutro z rana dzieciaczki będą wymagać trochę energii. ah, kocham weekendy.
trochę to nie fair. program, który jest jednym z najbardziej obleganych w całej Polsce. musieliśmy pokonać jakieś 16 osób, jeśłi dobrze pamiętam, żeby się tu dostać. w zeszłym roku było 30 osób na miejsce. kilka osób już zrezygnowało, teraz po sesji odpadną kolejne jednostki. problem jest taki, że właściwie przez cały rok się opieprzaliśmy. było luźno, od czasu do czasu trochę stresów związanych z kolosami. przyzwyczailiśmy się do tego. i nagle egzaminy. nagle musimy spiąć poślady i zacząć ostro pracować, bo ten spokojny rok pójdzie na marne. natłok nauki sprawia, że ledwo się trzymam. dzisiaj średnio mi poszedł egzamin z kultury, spodziewałem się trochę czegoś innego. i liczę na ściągi, które tworzę przez większość czasu wolnego. egzamin był według mnie prosty, inni z dozą dystansu akceptują moje zdanie. niestety byłem nastawiony na coś innego. pierwszy egzamin, na który z resztą bym się spóźnił przez zmęczenie. i jeszcze go spieprzyłem. damn.
wakacje? praca. mam nadzieję. najchętniej gdzieś na dworze. do tego deskorolkowanie z Hobbitem. dawno się nie poobijałem, rower już odpada, a deska i tania i męcząca, więc mi pasuje. będzie fajnie. i może solina? byłoby bosko. Sasu może nauczy mnie windsurfingu. do tego kontynuacja pracy nad figurą. chciałbym też zrobić prawo jazdy na motocykle, byłoby zabawnie. pewnie kontakt z niektórymi się urwie na ten czas. pewnie z niektórymi będę spędzał więcej czasu. pewnie ładnie się opalę. pewnie odpocznę. napewno nie będzie nudno :) ah!
to chyba wszystko jak na tą chwilę. wieczorem przyjadę do domu, zjem kolację, odwiedzę Wilka, zapalimy shishę dla relaksu i dopiero siądę nad rosyjskim w domu. tak też będzie. it's gonna be a fine night tonight. ciau.
gazilla 2009-06-05 19:07:51
skomentuj (0)
pijany wieczór w DG
fajnie tak wracać do domu ostatnim pociągiem, trochę po pijaku, a gdy śnieg skrzeczy pod stopami słuchać 'her morning elegance'. puszczałem sobie takie radosne piosenki, rozmawiałem z Majką pierwszy raz od bardzo dawna i nie przejmowałem się niczym. wszystko zniknęło. było tak błogo. tak radośnie.
a teraz idę spać. jutro znowu wróci ten drugi, odpowiedzialny Kuba. dobranoc.
gazilla 2009-02-28 01:07:22
skomentuj (1)
up, up and away!
śmiesznawo. siedzę sobie przy grapefriut'owej świeczce w kształcie serca, popijając herbatke i słuchając VooVoo. i przyjemnie mi z tym. tak domowo, spokojnie. z drugiej strony wiem, że jutro muszę wstać o 5, jechać do katowic a później podstawionym busem do wisły na Akademickie Mistrzostwa Śląska. z jednej strony facet pełen respektu dla życia i pewnego rodzaju dorosłości, idący w stronę dostatku i bezpieczeństwa. z drugiej strony chłopak pełen marzeń, pasji i skrzydeł, które wyrywają się do lotu. i jak tu iść dalej?
gdziekolwiek się ruszam, za mną idzie muzyka. zawsze w trasie, zawsze przed monitorem, zawsze na desce, zawsze...tylko humor się zmienia. a z humorem preferencje muzyczne. i to jest fajne. nie jest ciągle tak samo. nie ma monotonii, której tak bardzo nie trawię. jest moim cichym nałogiem. niewidocznym przyjacielem.
łabądek z przodu. okrągłe zero z tyłu. może to głupie, ale czuję się starszy. wolałem chyba 'naście'. niech czas trochę zwolni. chwile nie mieszczą mi się w rękach.
Zosiu, Maju, Agu, Mrówku, Robaku, Kudłaty, Matti, John, Moniu, organizowy Amigo...chciałbym jakoś nadrobić ten czas.
czas zgasić świeczkę i dopić herbatę. jutro czeka mnie długa randka z moją smukłą, freestyle'ową pięknością. będzie ostro.
Truskawka?
gazilla 2009-02-25 00:25:50
skomentuj (0)
bążur!
Francja, Francja i po Francji...jak było? było nadzwyczajnie. ale to chyba nie nowość. człowiek, który całe życie najchętniej spędziłby na desce a przez ostatnie dwa lata jeździł mniej niż nic i został nagle rzucony w morze śniegu nie mógł nie być szczęśliwym człowiekiem. bardzo dużo dał mi ten wyjazd. spełniłem kilka swoich punktów honorowych (czyt. takich, które bardzo chciałem zrobić). nauczyłem się buttering'a, mam mega zdjęcie z niesamowitym grabem, poleciała odrobina krwi z nosa i wargi...ale co było najpiękniejsze? to, co kiedyś uważałem za nudne.
do niektórych rzeczy trzeba dorosnąć. kiedy byłem mały piwo było gorzkie a kawa okropna. dopiero z wiekiem człowiek się do tego przekonuje. tak było z freeride'm. freeride jest stylem, którego nie da się okiełznać w pewne granice. czujesz się jakby w niebie. zamiast twardo jechać na krawędziach, płyniesz w białej chmurce, jak gdyby waga nie miała znaczenia. wystarczy delikatny ruch i skręcasz. zero siły. pod pokrywą śnieżną czeka jednak coś zupełnie innego. śnieg sam w sobie jest niebezpieczny. kiedy się zdenerwuje potrafi nas ładnie zaskoczyć, uciekając na dół, ciągnąc nas za sobą. równie dobrze może być naszym wiecznym towarzyszem, aż ktoś odkopie ciało. tak hardcorowo na szczęście nie było. choć było kilka zaskakujących momentów. urwisko, którego nie widać. mała lawina, która okazuje się wcale nie taka mała. freeride. to jest natura snowboardingu. to jest serce deskowania. nikt go do końca nie okiełznał i nikt go nigdy do końca nie okiełzna. tak wygląda niebo.
osobiście pojechałem tam pod skrzydłami AZS Katowice. jako zawodnik. mieliśmy być przeszkoleni do slalomu, w którym będziemy brać udział za jakiś czas. AZS zasponsorował wyjazd prawdziwemu trenerowi. w trzeci dzień dołączyli do nas goście. wiedziałem o nich wcześniej, ale nie wiedziałem kto to ma być. okazało się, że to przyjechał ów trener ze swoją ekipą. kadra polski w slalomie i ich trener. kadra polski i nasz wspólny trener. jak mistrz i wicemistrz polski wpadli do nas do pokoju myślałem że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej. kiedy usłyszałem 'macie wódke? jak nie to wypierdalać' od mistrza polski, serce wróciło na miejsce. nauczyłem się, że nieważne jest kto jakie ma osiągnięcia. osobiście jestem mistrzem świata w oglądaniu filmów snowboardowych. i co z tego? oni okazali się frajerami. przynajmniej za alkoholową zasłoną. stracili cały respekt. a ja się przy okazji czegoś nauczyłem. każdy jest mistrzem. każdy po swojemu.
Kufel (nasz trener) niesamowicie mi pomógł. odpowiednia sylwetka na desce, kolana, nawet wzrok. na początku byłem przygnębiony. tyle lat jazdy i tyle rzeczy do poprawy. kiedy jednak powiedział, że zaczynam kombinować, że idzie mi coraz lepiej, podniosłem się na duchu. kiedy pokazał palcem i powiedział 'najlepiej', obrosłem w piórka i odleciałem. podobno niektórzy wtedy zupełnie się dekoncentrują i jest lipa. ja chciałem zostać na tym poziomie. chciałem pokazać, że potrafię. jestem z siebie dumny. obym nie odleciał za wysoko.
we czwartek dowiedziałem się, że jestem wujkiem. byłem najszczęśliwszym wujkiem na świecie. tyle czasu czekałem. no i stało się. nie wiem czemu, ale wszyscy równo mówią, że to będzie najbardziej rozpieszczona siostrzenica na świecie. i chyba mają rację, bo mam ochotę jej dać wszystkie radości świata. oczywiście za Ninę musiał wypić cały wyjazd. było bosko. następnego dnia na wyciągu dostałem mmsa z jej zdjęciem. w życiu chyba nie dostałem takiego kopa energetycznego. to był nasz ostatni dzień jazdy. w życiu nie jeździłem tak szybko, tak pewnie, tak zwinnie. i jeszcze raz. i jeszcze raz. szaleństwu nie było końca. to była euforia. to było prawdziwe życie.
magiczną chwilą był też grupowy zjazd. Pidi miał kamerę i kręcił wszystko. jechaliśmy w ok. 15 osób. każdy się wygłupiał. jak się wywalałem Jarek skoczył nade mną. wszyscy się śmiali i próbowali jak najlepiej pokazać przed kamerą. to była druga strona snowboardingu. ekipa, śmiech, niesamowita zabawa, brak ograniczeń. nie wiem do czego to porównać. byliśmy jak grupa najbliższych przyjaciół z jednym celem: bawić się jak najlepiej. to było niesamowite. to było wyjątkowe. to było i będzie wiecznie.
ten wyjazd był magiczny. wiele takich 'chwil' miałem w życiu. każda ma swoje miejsce w moim sercu i pamięci. każda ma swój sentyment, swój klimat, swój uśmiech. każda ma swoje szczęście. każda jest moja.
święta. po raz kolejny familia Kubiczków zebrała się w komplecie. tym razem nie w pełnym komplecie, było tylko 15 osób, ale i tak było super. po raz kolejny siadłem z boku, patrząc jak ta rodzina funkcjonuje. to jest idealny organizm, tutalna symbioza. jest niesamowicie. to jest chyba mój ulubiony dzień w roku, kiedy tyle osób z naszego grona siada razem, rozmawiają, śmieją się, żartują. to jest jak jeden wielki bum radości i uśmiechu. to jest jak coś wyjątkowego. Kubiczki przy wigilijnym stole są urzeczywistnieniem szczęścia. tak to właśnie wygląda.
kiedy ktoś mi się spyta czy jestem szczęśliwym człowiekiem odpowiem, że szczęśliwszego nie ma. każdy ma swoje codzienne problemy, z którymi musi się borykać. każdy ma swoje codzienne radości i uśmiech, z którym jaśniej świeci słońce. każdy ma swoje wzloty i upadki. a to wszystko jest piękne, niepowtarzalne. bo każda chwila jest tylko jedna.
'there's only now, do it right'
ąwła.
gazilla 2008-12-26 00:33:29
skomentuj (1)
That's cinnamon, that's Hollywood.
piję karmelową herbatę i oglądam 'Tylko mnie kochaj'. jakież to męskie, prawda?
brakowało mi tego. kilka szczerych słów uratowały moje myśli przed czarną dziurą. gdzie zniknął mój optymizm? gdzie się podziało wieloperspektywiczne widzenie? dlaczego się tak pozmieniało? chciałbym żeby to wróciło. i dziękuję za bezcenną siłę, którą mi dałaś Zosiu.
I see trees of green........ red roses too
I see 'em bloom..... for me and for you
And I think to myself.... what a wonderful world
ostatnio zastanawiałem się jak to jest. niektórzy pracują, w międzyczasie studiują, zajmują się rodziną, domem, starają się żeby to wszystko jakoś w miarę ogarnąć, choć brakuje im dnia. inni jeżdżą po świecie, piją drinki z palemkami, nie zwracając uwagi na koszty, lejąc na pieniądze. co taka osoba zrobi jak zostanie na lodzie? jak sobie poradzi w życiu? ostatnio miałem taką rozmowę. wyżej opisana osoba, z dość zamożnej rodziny, czerpiąca z życia garściami powiedziała mi, że jest jej strasznie ciężko, że jest ogólnie ciężko i wzdychnęła głęboko. uśmiechnąłem się tylko i zapatrzyłem w świeczkę. może to nie będzie miłe co powiem, ale przydałaby się niektórym ludziom delikatna lekcja pokory.
I see skies of blue..... clouds of white
Bright blessed days....dark sacred nights
And I think to myself .....what a wonderful world
nauczę się latać. będę superbohaterem w czerwonej pelerynie. będę ratował świat. a wszystko dzięki Muhammadowi Ali w rękawicach, krzyczącego w radości wygranej, który zajmuje zaszczytne miejsce na mojej ścianie. a obok napis 'impossible is nothing'. on też jest superbohaterem.
That sugar cane that tasted good.
That freezing rain, that's what you could.
C'mon, c'mon on no one can see you cry.
This sugarcane
This lemonade
This hurricane, I'm not afraid.
C'mon, c'mon no one can see you cry.
This lightning storm
This tidal wave
This avalanche, I'm not afraid.
C'mon, c'mon no one can see me cry.
Dziękuję Zosiu. Dzięki Muhammad.
gazilla 2008-10-10 22:51:46
skomentuj (1)
'hakuna matata' na siłę
What am I gonna say
when you make me feel this way
I just........mmmmmm
It starts in my toes
make me crinkle my nose
wherever it goes
i always know
that you make me smile
please stay for a while now
just take your time
wherever you go
po co się spieszyć? nie da się wszystkiego robić wolniej? tak zwyczajnie. idąc przez miasto nie trzeba lecieć na złamanie karku. ostatnio, mając odrobinę wolnego czasu, lubię sobie zasponsorować krótki spacer. szczególnie kiedy na niebie harcują białe baranki, Słońce uśmiecha się promieniami a drzewa machają każdą wiotką dłonią. wtedy robi się tak spokojnie. można odetchnąć, wyłączyć się. długo to nie trwa, ale taka odskocznia chyba jest bardzo potrzebna. wiem, że to wszystko może brzmieć głupio, ale chyba po prostu potrafię docenić chwilę odpoczynku od wyścigu szczurów. wtedy robi się tak ciepło. wtedy odwiedzam swój świat.
Baby close your eyes and listen to the music
Drifting through a summer breeze
It's a groovy night and I can show you how to use it
Come along with me and put your mind at ease
Come on baby I'm tired of talking
Grab your coat and let's start walking
Come on, come on
Come on, come on
Come on, come on
Don't procrastinate, don't articulate
Girl it's getting late, gettin' upset waitin' around
A little less conversation, a little more action please
All this aggravation ain't satisfactioning me
A little more bite and a little less bark
A little less fight and a little more spark
Close your mouth and open up your heart and baby satisfy me
Satisfy me baby
zakochałem się. spędzam z nią ogrom czasu, raczej dobrze się dogadujemy. po spotkaniach jestem wyczerpany. nie ma ani chwili znudzenia, właściwie za każdym razem spotkania wyglądają inaczej. może i to męczące, ale wszystko ma swoje plusy. no i satysfakcja. jest moja, tylko moja, a inni mogą tylko pozazdrościć. dzięki niej spotykam wiele wspaniałych ludzi, nabieram doświadczenia w życiu. kiedy mnie opieprza ja się cieszę, bo dzięki temu mogę być jeszcze lepszym. wołają na nią Praca...mimo wszystko brakuje mi mojej byłej. Wolności. tęsknię za nią. choć została mi tylko na zdjęciach...
And my friends were like whatever
You'll find someone better
His eyes were way too close together
And we never even liked him from the start
And now he's with that tart
And I heard she done some really nasty stuff
Down in the park with Michael
He said she's easy
And if your guy's with someone that's sleazy
Then he ain't worth your time
'Cause you deserve a real nice guy
w jakim wieku można zostać pracoholikiem? dziewiętnaście lat to chyba jeszcze zbyt wcześnie. mimo to, coś mi się wydaje, że granica między ogromem pracy a pracoholizmem jest niezwykle delikatna, wręcz subtelna. a co, jeśli ktoś pracuje na najwyższych obrotach nie dla samej pracy, ale z przekonania, że może to poprawić wiele spraw związanych raczej z osobami tej osobie bliskimi niż z nią bezpośrednio? i ostatnie pytanie. ile można poświęcić z siebie żeby pomóc innym? jakby to określił Jim, "spójrz na jakieś drzewo za oknem. to do niego i jeszcze w chuj dalej".
Well I know that the boogaloo is outta sight
But to shake a leisure thing tonight
Would it happen to me and you baby?
I wanna show you how to do it right...
Do it right. uh huh. do it right. do it right, do it right, do it right,
Do it right!
Uhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh!
Twist it! shake it, shake it, shake it, shake it baby!
Here we go loop di loo!
Shake it out baby!
Here we go loop di lie!
Bend over, let me see you shake your tail feather (bis)
Come on, let me see you shake your tail feather (bis)
Ray Charles Robinson. w wieku 7 lat stracił wzrok. mimo to stał się jednym z największych muzyków świata. potrafił żyć muzyką, karmił nią cały świat. pokazał, że pewnego rodzaju upór i odrobina szczęścia mogą doprowadzić do spełnienia najgłębszych, na pozór praktycznie nieosiągalnych marzeń. pokazał, że to człowiek kieruje swoim losem a nie los człowiekiem. osoba wyjątkowa, niepowtarzalna. wniósł w życie wielu ludzi światło, które nigdy nie zgaśnie. światło, dzięki któremu można uwierzyć, że to człowiek sam sobie wytycza granice. 'sky is the limit' jak to mawia moja przyszła szefowa. uwierz w to. uwierz w siebie.
The sad sack was sittin' on a block of stone
way over in the corner weepin' all alone.
The warden said, "Hey, buddy, don't you be no square.
If you can't find a partner use a wooden chair."
Let's rock, everybody, let's rock.
Everybody in the whole cell block
was dancin' to the Jailhouse Rock.
'nie' znaczy 'nie'. nie znoszę kiedy ktoś stara mi się wmówić swoją rację. bardzo lubię rozmawiać i wymieniać poglądy, ale są pewne granice. każdy wytycza swoje, więc trzeba być bardzo ostrożnym żeby ich nie przekroczyć. szanujmy swoje zdanie. bez szacunku nie ma porozumienia. trudne?
When two powerful forces collide and break down
Inside and break out at the speed of sound
Locked and loaded I cant hold it
Pickem up, setem up, watch it all go down
Oh yeah
Driving in my cadillac rock box
I am so alive, I learned how to let it go
And on the day that I die Ill have no fear
Listen
to wszystko leci stanowczo zbyt szybko. pamiętam jak po egzaminie po gimnazjum powiedziałem, że matura jest dla mnie czymś zupełnie abstrakcyjny, że boję się jej jak ognia. a tu nagle już po wszystkim. dzień ucieka, każda chwila spieprza przed nami. nie chcę stracić ani chwili. 'po co więc tracisz czas na pisanie notek baranie'? nie uważam tego czasu za stracony. mogę wszystko sobie dobrze przemyśleć. to jest chyba najważniejsze, żeby nie uważać chwil za stracone. jak to pisał dość znany filozof Jim Morrison, 'przyszłość jest niepewna, a koniec zawsze bliski'. czas jest tylko jeden. doceń go a odwdzięczy się.
gazilla 2008-07-08 01:27:43
skomentuj (1)
wszystko po kolei!
gdzie jest granica między końcem początku a początkiem końca? jest ona właściwie niewidoczna. ale czy kiedy kończy się jeden etap w życiu, zaczynać musi się kolejny? nie jest to chyba regułą. osobiście uważam, że życie to gra, w której niestety zasady są ustalone z góry, ale każdy gracz ma pewien rodzaj swobody w ustalaniu własnych zasad. każdy krok ma jakiś efekt w przyszłości. co jednak można zrobić jeśli chce się osiągnąć konkretny cel, ale brakuje nam możliwości dojścia do niego? najbardziej racjonalnym wyjściem jest najpierw praca nad możliwościami, później wykorzystanie możliwości i dopiero na koniec dojście do celu. a co, jeśli nie mamy tyle czasu? co jeśli działanie trzeba podjąć już, teraz, natchmiast? i tu pojawia się luka w systemie. właściwie nie ma opcji dojścia do celu. i nie chodzi mi tutaj o drogę na przełaj, żeby było łatwiej. a niech będzie trudniej, niech wszystko zawali mi się na głowę, jestem gotowy przyjąć na siebie każdą przeszkodę. niech tylko pojawi się możliwość pomoc rodzicom. niech tylko będą szczęśliwi.
Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy
Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei
Tak jak Bolek i Lolek
Tytus Romek i Atomek
Dzieci z Bullerbyn
Tomek na tropach yeti
Tak jak król Maciuś pierwszy
Asterix i Obelix
Jak załoga G
McGywer i Pipi
co zrobić by w tym świecie pozostawić w sobie dziecięcą fantazję, nadzieję, radość, marzenia, uśmiech...? co trzeba zrobić by nie zostać zjedzonym przez rekina komercji, problemów, zawiści międzyludzkiej? chciałbym wiecznie mieć w sobie odrobinę dziecka, bo dorośli to tylko przeterminowane dzieci. śmiać się z niczego, być radosnym, patrzeć na pozytywy...tak właśnie chciałbym iść przez życie. nauczyłem się jednak patrzeć na wszystko z różnych perspektyw. może bycie dzieckiem nie powinno być celem a środkiem? właściwie chodzi o naszą psychikę, którą trzeba do tego przyzwyczaić, nauczyć samego siebie być dzieckiem. pytanie tylko czy masz odpowiedni wpływ na własną psychikę.
Dziewczyno obudź się, bo prześpisz wszystko
Patrz słońce tak wysoko a ty śpisz wcišż
Właśnie tak mi przyszło do głowy
Żeby natychmiast przerwać tu sen
Patrz juz po dwunastej, a ty śpisz jak suseł
Każda chwila w łóżku to straconych chwil pięknych milion
Więc czas wstawać, nieprawdaż Emilio? (nieeee...)
Wiesz, pora taka, że ludzie siadajš do obiadu
A ty śpisz tak proszę, puszczę ci Erykę Badu
None and none and none and none
Wake to fuck up, couse I swim to lone...
O właśnie, tylko nie opuszczaj powiek na dół
Wiem, że wiele może się przyśnić
A kto rano wstaje ten się nie wyśpi
Więc jak myślisz? Ja myślę, że to ma sens
My tu gadu gadu a tu coraz gorzej z czasem
Czekaj dzwoni Cybul że stawia się mu tu wybór,
Że ty śpisz a ja tu bez sensu męczę się jak przygłup
Więc koniec wygód, już mi się tu nudzi
Dziewczyno sama tego chciałaś, Webel podaj budzik
Tylko nie to... trrrrrttrrrrr... hahahaha
O nie, nie ma szans, ja nie wstanę
Kto to widział, żeby budzić mnie nad ranem?
Jakim ranem, popołudnie tuż tuż,
To wprost nie uchodzi żeby o tej porze leżeć w łóżku
ostatnio mam nadzwyczaj dużo problemów i stresów. jeśli ktoś jeszcze chce mi zrobić problem to niech zastanowi się dwa raz. nie mam na to siły, nie mam na to ochoty. mogę wysłuchać waszych problemów, pomóc, doradzić, jeśli ktoś ma prośbę to chętnie ją spełnię. ale jak ktoś ma wylecieć na mnie z paszczą to niech lepiej sobie daruje i spojrzy na to co i jak on/a robi. niech najpierw oceni siebie i zastanowi się czy warto robić ten problem, bo w ostatnim czasie jak się zdenerwuję to nie szczędzę słów. jeśli ktoś chce tracić czas na robienie problemów i nerwy to niech robi to w samotności, nie niszcząc czasu kogoś innego. i nie mówię tu o sobie, ale ogólnie. po co niszczyć komuś humor i czas? proste. kropka.
I choose no face to look at
Choose no way
I just happen to be here
And it’s ok
Green grass, blue eyes, gray sky, God bless
Silent pain and happiness
I came around to say yes, and I say
Green grass, blue eyes, gray sky, God bless
Silent pain and happiness
I came around to say yes, and I say
But my eyes
Go looking for flying saucers in the sky
ostatnio zastanawiałem się nad bardziej powierzchownym sensem tego wszystkiego. 6 lat podstawówki, 3 lata gimnazjum, 3 lata liceum. 12 lat nauki już właściwie za mną. do tego dochodzi jakieś 5 lat studiów. czyli w sumie 17 lat nauki. i na co nam to? tylko i wyłącznie po to, żeby później zapieprzać w robocie. niektórzy prowadzą niesamowicie monotonne życie, każdy dzień wygląda identycznie, raz na ruski rok wakacje, urlop. ale w tej monotonii są szczęśliwi, mając przy sobie rodzinę, z większymi i mniejszymi problemami, dobrze im się żyje. z drugiej strony są ludzie, przykładowo Robert Kubica, którzy osiągneli szczyty właściwie bez nauki. historię z wyścigami rozpoczął w wieku 4 lat, kiedy to po raz pierwszy wsiadł do malutkiego samochodziku napędzany silniczkiem spalinowym. w wieku 13 lat wyjechał do Włoch co by się dalej kształcić w jazdach. 13 lat, czyli czasy końca podstawówki. z tego co wiem, nie skończył ani gimnazjum ani liceum. zarabia miliony rocznie. ale nie to ile zarabia jest najważniejsze. całe życie robi to, co kocha. i robi to bardzo dobrze.
kim ja bym w końcu chciał być? na snowboardera nie mam szans. mam 19 lat, co nie jest jeszcze końcową granicą, po przekroczeniu której nie ma szans na zostanie pro. warunki jednak mnie nie rozpieszczają. przede wszystkim nie ma śniegu, no i nie ma pieniędzy. a szkoda. postanowiłem więc końcowo być organizatorem imprez masowych. byłoby cudownie. z drugiej stron potrzebowałbym partnerki, która przede wszystkim zrozumiałaby mnie i moje marzenie. bycie organizatorem wiąże się ze sporym brakiem czasu, niestandardowymi godzinami pracy, czasem wyjazdami. musiałaby zrozumieć, że to kocham, wspomóc mnie duchowo, pomóc mi się odprężyć, zrelaksować. oczywiście nie zostanę jej dłużny, ale będę od niej bardzo dużo wymagał. warto się ze mną męczyć?
A little less conversation, a little more action please
All this aggravation aint satisfactioning me
A little more bite and a little less bark
A little less fight and a little more spark
Close your mouth and open up your heart and baby satisfy me
Satisfy me baby
Baby close your eyes and listen to the music
Drifting through a summer breeze
Its a groovy night and I can show you how to use it
Come along with me and put your mind at ease
A little less conversation, a little more action please
All this aggravation aint satisfactioning me
A little more bite and a little less bark
A little less fight and a little more spark
Close your mouth and open up your heart and baby satisfy me
Satisfy me baby
Come on baby Im tired of talking
Grab your coat and lets start walking
Come on, come on
Come on, come on
Come on, come on
Dont procrastinate, dont articulate
Girl its getting late, gettin upset waitin around
Smutna to prawda, ale prawdziwa. kiedyś wszystko przeminie w naszym życiu. znajomi już zaominają, przyjaciele powoli zaczynają myśleć o czymś innym. rodzina się starzeje. jeśli wyjadę do Anglii na studia to już zupełnie wszystko stracę. owszem, można powiedziećm że poznam nowych ludzi. ale co z tego? nie chcę poznawać nikogo nowego. chciałbym utrzymać kontakt z ludźmi, którzy mnie teraz otaczają, odkurzyć kontakt ze starymi znajomymi i przyjaciółmi. w Anglii musiałbym zostać na przynajmniej 4 lata. przez cztery lata zmieni się cały świat. to już nie będzie to samo miejsce. z drugiej strony mógłbym się ustawić na całe życie, raczej bez problemu znalazłbym pracę, ogrom doświadczeń i przygód. chyba warto spróbować.
This is the clock up on the wall
This is the story of us all
This is the first sound of a new born child before he starts to crawl
This is the war that's never won
This is the soldier and his gun
This is the mother waiting by the phone praying for her son
There is a drug that cures it all
Blocked by the governmental wall
We are the scientists inside the lab just waiting for the call
świat słada sie z ludzi. każdy z nas jest jego najważniejszą częścią. pamiętajcie o tym. każda osoba z was jest najważniejszą i jedną, niepowtarzalną. jesteście niesamowici.
gazilla 2008-02-17 22:12:24
skomentuj (2)